Spotkanie Noworoczne z Filharmonią Dowcipu

Kontynuując tradycję Spotkań Noworocznych, Jego Magnificencja Rektor Politechniki Poznańskiej prof. dr hab. inż. Tomasz Łodygowski, zaprosił 15 stycznia 2014 roku Pracowników Politechniki Poznańskiej na koncert Waldemara Malickiego, jednego z najbardziej wszechstronnych pianistów polskich, znanego szerokiej publiczności z recitali i programów telewizyjnych, podczas których przedstawia muzykę klasyczną, posługując się improwizacją i żartem.

W krótkim przemówieniu przez recitalem, Jego Magnificencja podziękował wszystkim Pracownikom za miniony rok ciężkiej pracy i życzył pomyślności w Nowym Roku.

Koncerty Waldemara Malickiego cieszą się ogromną popularnością. Nie inaczej było na naszej Uczelni – artysta wystąpił bowiem aż dwa razy przy pełnej Auli. Swój recital oparł na fortepianowej improwizacji utworów muzycznych, opatrując je żartobliwa narracją i komentarzem, przeplatanymi elementami przeniesionymi z programów telewizyjnych. Publiczność poznańska bawiła się doskonale, nagradzając Waldemara Malickiego i jego zespół rzęsistymi brawami.

Spotkanie Noworoczne uświetnili swoją obecnością przedstawiciele władz centralnych i samorządowych, wśród których był m.in. Piotr Florek, Wojewoda Wielkopolski oraz reprezentanci firm współpracujących z Politechniką Poznańską.

Rozmowa z Waldemarem Malickim

Czy wypada dowcipkować z muzyki poważnej?

Muzyka, którą nazywamy „poważną”, zrobiła się poważna dopiero w naszych czasach. Mozart nie wiedział, że pisze muzykę poważną. Tworzył ładne kompozycje, które podobały się innym. Żartujemy więc nie tyle z muzyki, co z naszego podejścia, traktowania jej w poważny sposób.

Na swoją – niejako „obronę” – dodam, że nurt w muzyce zwany żartobliwym istniał od bardzo dawna. Na przykład w czasach Beethovena, na przełomie XVIII i XIX wieku, powstawały kompozycje tak komiczne, że gdybyśmy je dzisiaj zagrali – uznano by je za kabaretowe. Bach pisał utwory, które można było odczytać tylko za pomocą lusterka. Chopin także był wielkim żartownisiem, co często słychać w jego utworach. Jak widać, kompozytorzy, których dziś uznajemy za największych, bawili się muzyką.

Czy polska publiczność oswoiła się już z muzyką klasyczną podawaną przez Pana w lżejszy sposób?

Mam ambiwalentny stosunek do polskiej publiczności, bo z jednej strony często słychać głosy, że nie mamy wykształcenia czy wiedzy dotyczącej muzyki klasycznej. Nie przechodzimy obowiązkowego cyklu kształcenia muzycznego, jak np. Niemcy, którzy otrzymują wiedzę na temat np. budowy skrzypiec czy składu orkiestry symfonicznej. Jednak, kiedy spojrzymy na inne nacje, np. Anglików czy Niemców to ich gust bywa – delikatnie mówiąc – o wiele mniej wymagający od naszego. Wielokrotnie widziałem zagraniczne „produkty” humorystyczne związane z muzyka klasyczną na niskim poziomie. W tym porównaniu, polska publiczność wychodzi obronną ręką, jest o wiele bardziej wyrafinowana.

Pana występy cieszą się ogromna popularnością – co złożyło się na ten sukces?  Nowatorskie interpretacje muzyki poważnej? Pasja i wirtuozeria, z jaką Pan ją wykonuje? Doskonały kontakt z publicznością?

Nasz sukces okupiony jest ogromem pracy, ale też wysokim stopniem ryzyka. Jesteśmy bowiem formacją, która sama się finansuje – żyjemy ze sprzedanych biletów. Dlatego naszym „partnerem” do rozmowy jest wyłącznie publiczność, na której bardzo nam zależy. Jesteśmy jak artyści w XVIII i XIX wieku. Nie mamy mecenasów i sponsorów, bo nasza grupa docelowa jest zbyt szeroka, zbyt obszerna, rozproszona. Tym bardziej cieszy, że nasze widowiska podobają się innym.

Czy często spotyka się Pan z sytuacją, kiedy podczas koncertu, początkowa niechęć dotycząca muzyki klasycznej, zmienia się, przeradza się w entuzjazm? Czy Pan, na scenie, czuje zmianę atmosfery na widowni?

Zdarzało się, że ludzie, przychodząc na nasz koncert, myśleli, że jesteśmy strasznie poważni, staroświeccy, chociaż w naszym graniu pobrzmiewają elementy heavy metalu, rocka, czy rapu. Jesteśmy więc niezwykle nowocześni. Po kilku latach naszej działalności, coraz mniej jest już takich przypadkowych widzów, którzy nie wiedzą, czego można się po nas spodziewać. Publiczność orientuje się, że dajemy przedstawienie, a nie tradycyjny koncert, na którym wyjdzie konferansjer, zapowie artystkę, ona zaśpiewa pieśń itd. Dajemy zaskoczenie i humor, czasem sarkastyczny…

 

Czego życzyłby nam Pan w Nowym Roku pracownikom Politechniki Poznańskiej?

Bardzo liczymy, że inżynierowie i ich wynalazki uczynią nasze życie jeszcze łatwiejszym, żebyśmy mieli więcej czasu na przyjemności i zabawę.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Ilona Długa